Imago

20.06.2024 - 26.06.2024

Villa Fatale, Kraków

wystawa indywidualna

IMAGO:
PARADOKS ZUZELI Natura się nie spieszy,
ale wszystko się udaje / Gregor Samsa* Objawienie.

Objawienie. Z grubsza ujmując stało się to sporo wcześniej niż 45 tysięcy lat temu: Dla
pierwszej istoty ludzkiej, która odkryła dar obrazowania, grzebiąc patykiem w piasku, czy też
smarując mokrym palcem po nadrzecznym głazie… dla niej właśnie pierwszej i na pewno
jedynej malarstwo musiało się objawić w całości, jako w pełni przyswajalne i zrozumiałe
zjawisko. Potem, gdy stało się praktyką sprawy zaczęły się gmatwać i nic nie było już tak
jasne, jak w tamtym pierwszym momencie. Gwałtownie się przeobrażało i im bardziej
chciano uchwycić, tym bardziej istota malarstwa stawała się ulotną substancją, grożącą
wybuchem w kontakcie z tzw definicją. Nie wiemy, jak wyglądało to pierwsze obrazowanie,
ponieważ niestety nie zachowało się do naszych czasów. Szkoda; dla Historii Sztuki byłby to
najprawdziwszy skarb, piękny i ulotny. Ale czy po tylu minionych epokach udałoby się nam
dzięki zachowanemu malunkowi wodą na nagrzanym setki tysięcy lat temu głazie zrozumieć
w pełni czym jest malarstwo? A gdyby szczęśliwie zachował się do naszych czasów
komentarz, te pierwsze „O!”
, naprędce sformułowane wrażenia… choćby i w języku mniej
giętkim niż nasz, ale wyrażającym to, co pomyślała właśnie tamta głowa? Czy i my byśmy
wtedy zrozumieli pierwotną istotę malarstwa? Wydaję mi się, bo tak wypada mówić
o malarstwie, że od początku jego istnienia, mimo nieustannych przeobrażeń wiernie
towarzyszył mu duch paradoksu (παράδοξος). Doświadczyła go tamta osoba wodząca
wzrokiem po wodzącym po kamieniu mokrym palcu. Jej oko poświadczało ze zdumieniem,
że wilgotna plama nie jest tylko sobą, ale staje się czymś innym, znanym z innego
doświadczenia, samoistnym bytem, powiedzmy motylem, który narodził się z dotykania
mokrym palcem kamienia, wbrew swej naturze, a zginie zgodnie z prawami wilgotnej plamy,
a nie siebie samego. Od tamtej pory malarstwo nas zaskakuje, tego od niego chcemy, by
znowu i jeszcze raz i ponownie dać się tak samo zaskoczyć.

Parędziesiąt tysięcy lat później w Villi Fatale, leżącej na wzgórzu dużo starszym, niż
porastający go niegdyś święty pogański gaj, w wieczór równonocy otwiera się Imago,
debiutancka wystawa Anny Marii Zuzeli. Wkraczamy pomiędzy słowo, obraz i obiekt –
rezonujące w przestrzeniach parteru modernistycznego domu. Autorka stawia nas znowu
wobec paradoksu, zwodząc cielistą firanką i kłując brutalistycznym żyrandolem, który
wyczekuje w różowej poświacie niczym jadowy ząb w gadziej paszczy – nomen omen
dawnej jadalni pierwszych mieszkańców willi. Głos dobywający się z kokonu kłębiących się
w przejściu futer relacjonuje nam oniryczną historię, podobną Przemianie Franza Kafki. Czy
istnieje tu klucz do wystawy? To opowieść, czy też jest nią samo Imago – dwuznaczny tytuł
pokazu? Czy wręcz przeciwnie, opowieść jest tylko jedną ze składowych wystawy, wersją
wśród kilku alternatywnych przedstawionych propozycji? Równoważną obrazom, zasłonie,
i rzecz jasna złowieszczym i jadowitym soplom na żyrandolu? Czy kurator powinien stawiać
takie pytania? A może jednak wszystko jest podstępną subwersją? Skrzętnie przygotowaną
pułapką? Obrazy kuszą, lekko malowane, z wirtuozerią przedstawiają zwaliste ciała
poddające się prawu grawitacji. Im lżej, tym ciężej. Skażone cierpieniem piękno gadających
futer nigdy by nie zaistniało bez oprawcy. A żyrandol, przecież wygląda jak suszarka
Marcela Duchampa**
, w znaczącym geście, powieszona pod sufitem niczym Wisielec…
A może jednak różne elementy wystawy są poszczególnymi przeobrażeniami?
Autonomicznymi wobec siebie jak etapy rozwoju owadów, częstokroć o różnicach pozornie
sprzecznych formach, które jednak wypływają jedna z drugiej. Być może właśnie dziś,
w równonoc przeobraża się sama Anna Maria Zuzela, a my oglądamy i słuchamy w Villi
Fatale naraz piękne barwne, połyskujące, równocześnie silne, mroczne i brutalne… wylinki
autorki?

*nic podobnego. To wcale nie on. Gdyby Samsa coś takiego powiedział zbiłby nas z tropu
Franz Kafka.
**nic na to nie poradzę, wszędzie widzę suszarki Duchampa.

tekst: dr hab. Bogumił Książek
kurator: dr hab. Bogumił Książek