Ciężar Afirmacji

31.05 - 12.07.2025

Krupa Gallery

wystawa indywidualna

W tym dojrzałym lepkim od soku przesycie kwiaty zostają ścięte,
otwarte pąki ścielą się u stóp wyschniętych liści i traw.

Skamielina.
Coś suchego, zniszczonego ale zatrzymanego w chwili maksymalnego potencjału. Tytułowy
ciężar to psychiczna, społeczna i kulturowa odpowiedzialność, jaka spoczywa na osobach
które próbują afirmować swoje ciało w świecie, który jednocześnie je nieustannie ocenia,
seksualizuje lub poprawia. Ciężar afirmacji to akt siły, ale też nieustannego balansowania na
granicy wolności i kontroli. To afirmacja podszyta lękiem i codzienną świadomością, że
każde „pokazanie się” może być czytane jako prowokacja lub deklaracja, a każda forma
dumy z własnego ciała może być wykorzystana przeciwko niej. Media promując narzędzie
afirmacji jako coś pozytywny kierunek poprawy jakości swojego życia oraz psychicznego
i materialnego dobrobytu, tym samym wymuszają presję, by wyglądać, że siebie
akceptujemy. Afirmacja stała się bowiem nie wolnością, a narzędziem rynkowym, kolejnym
produktem, w którym tym razem kupujemy jako styl życia.

Lekkość
W centralnej części wystawy dominują jasne, świetliste prace. To narracja o wyzwoleniu, ale
też o delikatności i spoczynku. Leżące wygodnie na boku postacie przedstawiają ciała
całkowicie otwarte na odbiorcę, obnażone w swojej naturalności. Emanują leniwym
spokojem — opowiadają o oddechu, tlenie, swobodzie. Kolory i świetlne refleksy wyciągają
je z cienia, nadając im lekkości i podkreślając ich bliskość z naturą. Ciała i formy wystawione
na światło przypominają kwiaty zwrócone ku słońcu — wolne od ciężaru i trosk. Zacieranie
granic dychotomii lekkie–ciężkie, piękne–brzydkie, delikatne–silne czy żywe–martwe staje
się szczególnie widoczne pracach rzeźbiarskich Zuzeli. Artystka w swojej twórczości stosuje
podejście performatywne, wykorzystując ceramikę, metal i tekstylia do konstruowania form
zawieszonych pomiędzy efemerycznością a trwałością, naturalnością a przemysłową
precyzją, tym, co ludzkie i nie-ludzkie. Takie przenikanie się form skłania do uważnego
zastanowienia się nad zagadnieniami pożądania, wrażliwości i transformacji, jednocześnie
proponując alternatywne spojrzenie na czas, w którym przeszłość i teraźniejszość splatają
się w jedną, nieustannie ewoluującą narrację. Poprzez swoje obrazy i instalacje rzeźbiarskie
Anna Maria Zuzela bada materialność procesów przemiany, oscylując pomiędzy precyzyjnie
kontrolowaną techniką a nieprzewidywalnością technik manualnych. W ten sposób powstają
dynamiczne, dotykowe instalacje, w których elementy organiczne łączą się z industrialnymi.
Jej prace skłaniają do krytycznej refleksji nad naturą intymności oraz sposobami, w jakie
ciała, obiekty i obraz istnieją w przestrzeni i zapisują się w pamięci. Natomiast w ceramicznej
instalacji Moje białe kwiaty zatrzymane w czasie rośliny przywodzą na myśl muzealne
eksponaty — delikatne, kruche szczątki zabezpieczone przez instytucję dla przyszłego
odbiorcy. To rodzaj metaforycznej skamieliny — ślad po pełnym rozkwicie, tuż przed
momentem zatrzymania i utrwalenia przemiany.

Cielska za kotarą

Przez wieki kobiece akty były jednocześnie obecne i ukrywane w sztuce — podziwiane, ale
dostępne jedynie dla nielicznych elit. Nagie ciała kobiet traktowano jako przedmiot
patriarchalnego spojrzenia i kontroli, a ich prezentacja była ściśle reglamentowana. Dzieła te
trafiały do prywatnych gabinetów, a w muzeach ukrywano je dosłownie „za kotarą”.
Usprawiedliwiano je tematyką mitologiczną czy religijną, a erotyzm ukazywano tylko wtedy,
gdy wpisywał się w „wysoką” kulturę. Tymczasem cenzura nie obejmowała nagości męskiej.
Ciemny gabinet z cielskami pokrytymi haftowaną koronką nawiązuje do tej historii –
delikatnie rozsunięta kotara zaprasza do środka, ale zamiast uprzedmiotowionych,
cnotliwych postaci, widz spotyka ciała pewne siebie, realne i niezależne. Nawiązujący do
wizerunków Trzech Gracji czy Bogiń z sądu Parysa obraz “Dominika, Nina, Antonina”
w rzeczywistości studiuje ciało jednej modelki, ukazując niewdzięczące się pozy, nie
zabiegające o uwagę – tym sposobem artystka oddaje ciałom ich władzę i sprawczość,
łamiąc kanon uległej nagości – to nie są ciała dla spojrzenia, lecz ciała, które patrzą.

Punkt 0
Ostatnim elementem wystawy są cztery niewielkie prace powielające ten sam kadr
w różnych wariantach, są próbą zobaczenia ciała jako części krajobrazu. To gest
przesunięcia ludzkiego ciała poza granice cywilizacji, zatarcia podziału między jednostką
a naturą. Ciało zostaje pozbawione wszystkiego, co stawia je ponad naturą lub oddziela od
niej. Obecne w tle słońce lub księżyc — niezmienne, powracające zawsze w tym samym
miejscu — symbolizują to, co poza ludzką kontrolą. Światło staje się tu stałym, bezpiecznym
punktem odniesienia, obecnym zawsze, niezależnie od naszej woli.
_________________
Ciała które malujesz pozbawione są wizerunków, nie da się ich zidentyfikować,
rozpoznać emocji, twarzy – skąd decyzja na taki zabieg?

Anna Maria Zuzela: Przez brak twarzy przesuwam akcent z tożsamości jednostkowej na
uniwersalną cielesność, ale i odbieram odbiorcy możliwość uproszczenia, nie chodzi tu
o portret, konkretną osobę, ale o doświadczenie. Kulturowo kojarzone z pracą kobiety
rzemiosło hafciarstwa ma bogatą genezę, w której niegdyś była ona noszona przez
monarchów, dziś jest powszechnym elementem mody.

W Twoich obrazach koronka jednocześnie chroni i eksponuje cielesność. Dlaczego
w najnowszych pracach zdecydowałaś się dodać element tej tkaniny?

AMZ: Koronka jako tkanina, która „stroi” ciało, nadaje mu kontekst kulturowy i erotyczny, lecz
jednocześnie je ujarzmia – u mnie nie. Przezroczysta, ale bez funkcji zakrywania, staje się
jedynie pretekstem do spojrzenia, uwypuklając napięcie między cielesnością a dekoracją.
W moich obrazach koronka pozornie erotyzuje, przede wszystkim jednak podkreśla
niezależność cielesności od spojrzenia odbiorcy.

Na tle delikatnych, pastelowych obrazów widzimy punkt kulminacyjny wystawy czyli
masywną, a jednocześnie unoszącą się na powierzchni rzeźbę. Czym dla Ciebie jest
zestawienie tak kontrastujących ze sobą materii i tematu ulotnej natury z surowością
ciężkiego, zardzewiałego tworzywa?

AMZ: Kwiaty i roślinność to atrybuty natury, stanowiące ozdobę, uznawane za piękne,
delikatne i doceniane za wygląd. Ja prezentuję je zaraz po ich najlepszym momencie, ten
moment letniego przesytu kiedy wszystko jest tak dojrzałe, że powoli opada przytłaczając
swoim rozkwitem i rozmiarem. Metal jest twardy, ciężki, kojarzący się z działalnością
i ekspansją człowieka, jest szorstki i nie ma zbyt wiele wspólnego z kruchością łodyg, które
przedstawia. Metal to symbolicznie to, na co jesteśmy wystawiani i to w co się zamieniamy,
co nakłada na nas otoczenie: oczekiwania i schematy, którym musimy podołać.

U Ciebie, poza pracami z metalu i ceramiką, niezwykle ważne rzemiosło stanowi
skrupulatne “włoskowanie” każdej z postaci. Czym są włosy w Twoich pracach?

AMZ: W starożytności kobiece ciało bywało ukazywane z naturalnym owłosieniem, choć już
w starożytnym Egipcie czy Rzymie istniały techniki depilacji. Z czasem, w szczególności od
epoki nowożytnej i wraz z rozwojem estetyki klasycznej, ciało kobiety zostało poddane
ideałowi gładkości, co często stanowiło o młodości, czystości i uległości. W renesansie
i baroku, choć przedstawiano kobiety nago, to często „wygładzano” ich ciała z owłosienia –
zgodnie z kanonem cielesnej doskonałości. Owłosienie staje się więc symbolem kontroli nad
własnym ciałem, odzyskiwania prawa do bycia sobą bez cenzury i autocenzury. Pokazuje,
że kobieta nie jest „niedokończonym projektem”, który trzeba stale ulepszać, wygładzać
i udoskonalać. Analogicznie, u mężczyzn rośnie akceptacja dla „niemęskiego” wyglądu, co
osłabia tradycyjne binarne podziały.

tekst: Natalia Barczyńska
kuratorka: Natalia Barczyńska
zdjęcia : Alicja Kielan